Historia Chanel bez lukru: kontrowersje, fakty i mity o Coco

0
234
4/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Coco Chanel poza legendą: dlaczego „bez lukru” jest tak ważne

Coco Chanel uchodzi za uosobienie francuskiej elegancji, wolności i nowoczesności. Ikona stylu, projektantka, która „wyzwoliła kobiety z gorsetów”, autorka perfum Chanel No. 5 i legendarnej małej czarnej. Tyle że ta historia, powtarzana w magazynach i na Instagramie, jest tylko częścią prawdy. Za mitem o wielkiej kreatorce stoi biografia pełna pęknięć: surowe dzieciństwo, bezwzględna ambicja, kalkulacje, romans z nazistowskim oficerem, oskarżenia o kolaborację, późniejsze „czyszczenie” życiorysu przez markę Chanel.

Obraz Coco, jaki funkcjonuje w kulturze popularnej, został dopracowany jak dobrze skrojony żakiet. Wiele wątków wygładzono, inne kompletnie wycięto. Aby naprawdę zrozumieć historię Chanel, trzeba zestawić mity o Coco Chanel z ustaleniami historyków, dokumentami archiwalnymi i relacjami świadków. Dopiero takie spojrzenie „bez lukru” pozwala ocenić, jak powstała legenda marki i jaką cenę za nią zapłacono – zarówno w wymiarze osobistym, jak i moralnym.

Dla branży mody i dla samego marketingu to uczciwa lekcja: pokazuje, jak buduje się narrację, jak się ją potem wygładza i co dzieje się, gdy współczesna wrażliwość zderza się z biografiami sprzed kilkudziesięciu lat. Historia Chanel bez filtrów to opowieść nie tylko o geniuszu projektantki, lecz także o manipulacji, polityce i świadomym kreowaniu wizerunku.

Dzieciństwo Coco Chanel: sierociniec, bieda i pęknięcia w oficjalnej opowieści

Od Gabrielle do Coco: jak zrodziła się legenda „sieroty self-made”

Gabrielle Bonheur Chanel urodziła się w 1883 roku w Saumur w rodzinie handlarza obwoźnego i praczki. Ojciec często znikał na długie tygodnie, matka chorowała, w domu panowała bieda i chaos. Po śmierci matki dziewczynkę wraz z siostrami oddano do sierocińca przy klasztorze w Aubazine. To właśnie tam, w surowych murach, miała nauczyć się dyscypliny, szycia i porządku – fundamentów, na których później zbudowała swój styl. Ten fragment życiorysu stał się jednym z filarów legendy: Chanel jako kobieta, która „wyrwała się z niczego” i bez niczyjej pomocy wywalczyła swoje miejsce na szczycie.

W oficjalnych opowieściach pojawia się więc prosty, marketingowo idealny schemat: biedna sierota – ciężka praca – sukces. Taka narracja sprzedaje się świetnie, bo pasuje do współczesnego mitu „self-made woman”. Tyle że Gabrielle jeszcze za życia zaczęła tę historię modyfikować: w rozmowach z dziennikarzami minimalizowała rolę sierocińca, zmieniała fakty dotyczące rodziny, z czasem niemal całkowicie „wygumkowując” traumatyczne dzieciństwo. Twierdziła na przykład, że ojciec „wyjechał do Ameryki”, podczas gdy fakty wskazują na zwykłe porzucenie.

Ta niekonsekwencja to pierwszy sygnał, że historia Chanel została świadomie uformowana. W jej własnych słowach dzieciństwo staje się bardziej romantyczne niż w relacjach świadków i niż w dokumentach. Z jednej strony widać w tym mechanizm obronny – dystans wobec wstydu i biedy. Z drugiej: celowe budowanie legendy, w której Gabrielle stopniowo zamienia się w „Coco” – silną, niezależną, niemal nadludzką.

Sierociniec w Aubazine a estetyka Chanel: inspiracja czy wygodny mit?

Często powtarza się, że architektura klasztoru w Aubazine – proste linie, surowa kolorystyka, gra światła i cienia – głęboko wpłynęła na estetykę Chanel. Na poparcie tej tezy przywołuje się m.in. podobieństwo kształtu krat w oknach klasztoru do przeplatającego się wzoru pikowania na torebkach 2.55 czy charakterystyczne zestawienie czerni i bieli. Ten motyw przewija się w wielu książkach, filmach i kampaniach marki.

Część historyków mody uważa jednak, że związek między klasztorem a estetyką Chanel został później wzmocniony narracyjnie, bo doskonale pasuje do wizerunku: dziewczynka z sierocińca, która przekuwa surowość zakonu w minimalistyczny luksus. Istnieje realne podobieństwo form, ale nie ma twardych dowodów, że Coco świadomie czerpała z konkretnych motywów architektonicznych. Samo sprowadzenie całej jej wizji do jednego źródła bywa po prostu zbyt wygodne.

Argumentem „za” jest konsekwencja, z jaką Chanel przez dekady trzymała się prostej, wręcz ascetycznej linii i ograniczonej palety kolorów. Argument „przeciw”: podobna estetyka pojawiała się też w innych obszarach kultury początku XX wieku – od architektury modernistycznej po sztukę użytkową. Historia o „inspiracji sierocińcem” to więc prawdopodobnie mieszanka faktów, domysłów i świadomie podkreślonego wątku, który buduje emocje wokół marki.

Mit „samotnej sieroty” a fakty o wsparciu mężczyzn

W opowieści o Coco Chanel często pomija się jeszcze jeden element: rola bogatych mężczyzn w jej drodze na szczyt. Biografowie przypominają, że pierwsze poważne kroki w stronę kariery umożliwił jej związek z Étiennem Balsanem, zamożnym hodowcą koni, u którego mieszkała na prowincji. Dzięki niemu weszła do świata francuskiej arystokracji i klientek z najwyższych sfer, które kupowały od niej początkowo kapelusze.

Później pojawia się Arthur „Boy” Capel – bankier, który pomógł sfinansować pierwsze butiki Chanel. To on umożliwił jej rozwinięcie działalności na skalę, o jakiej sama, z sierocincowym startem w życiu, nie mogłaby marzyć. Oczywiście, bez jej talentu, determinacji i pracy samo wsparcie finansowe niewiele by dało. Jednak wizja Coco jako kobiety, która bez niczyjej pomocy „zbudowała imperium” jest dużym uproszczeniem.

Rzetelne spojrzenie każe mówić raczej o sojuszu ambicji i okoliczności: talent Chanel spotkał się z pieniędzmi i kontaktami mężczyzn, których przyciągał jej urok i osobowość. Ten element historii był przez lata marginalizowany, bo mocniej działał wizerunek bohaterskiej, samotnej wojowniczki. W kontekście historii Chanel bez lukru trzeba jednak przyznać, że bez Balsana i Capela marka mogłaby nigdy nie wyjść poza niewielkie atelier z kapeluszami.

Kariera i rewolucja Chanel: co jest faktem, a co reklamowym uproszczeniem

„Wyzwolicielka z gorsetów” – ile prawdy w tym haśle

Jednym z najbardziej nośnych zdań o Coco Chanel jest, że „uwolniła kobiety z gorsetów”. Brzmi efektownie, sugeruje rewolucję i jednoznacznie pozytywną zmianę. Historycznie sprawa wygląda subtelniej. Ruch odchodzenia od gorsetów zaczął się jeszcze przed I wojną światową – za sprawą m.in. Paula Poireta, który wprowadzał płynne linie, luźniejsze kroje i nowe proporcje.

Chanel w tę falę się wpisała, ale wniosła coś innego: sportową, praktyczną prostotę i ubrania, w których kobieta mogła się ruszać, pracować, chodzić po mieście bez teatralnego wysiłku. Sukienki z dzianiny, proste żakiety, miękkie materiały zapożyczone z męskiej garderoby – to był realny zwrot w stronę funkcjonalności. Zamiast wyłącznie „ozdabiać” kobiece ciało, Chanel zaczęła odpowiadać na potrzeby codzienności nowoczesnych mieszkanek miast.

Hasło „uwolniła kobiety z gorsetów” jest więc skrótem, który upraszcza proces trwający latami. Chanel nie była jedyną reformatorką, ale dzięki wyczuciu stylu i klientek stała się jego najbardziej znaną twarzą. Jej zasługa polegała bardziej na spopularyzowaniu prostoty i wygody niż na jednorazowym „zerwaniu gorsetów” w sensie dosłownym.

Mała czarna, kostium Chanel i No. 5: między innowacją a autopromocją

Trzy ikony – mała czarna, kostium Chanel i perfumy Chanel No. 5 – są dziś symbolem całej epoki. Prawda o ich powstaniu jest bardziej złożona niż piękne anegdoty. Mała czarna w 1926 roku pojawiła się na łamach „Vogue” jako eleganckie, proste rozwiązanie na wiele okazji. Czarny kolor, wcześniej kojarzony głównie z żałobą i strojem służby, został przez Chanel wyniesiony do rangi luksusu. Czy jednak była pierwsza? Niekoniecznie – czarne, proste suknie istniały wcześniej, ona jednak nadała im status nowoczesnego munduru klasy średniej.

Kostium Chanel – tweedowy żakiet i spódnica – wyrósł z obserwacji męskich garniturów noszonych przez arystokratów i graczy polo. Kobiecy odpowiednik miał być wygodny, niewymuszony, pozbawiony sztywnych usztywnień. Wokół kostiumu narosło wiele historii: że to „mundur emancypacji”, że symbolizuje koniec krępujących konwencji. W praktyce był też po prostu inteligentną odpowiedzią na potrzeby klas wyższych, które po wojnie chciały wyglądać elegancko, ale bardziej swobodnie.

Perfumy Chanel No. 5 to z kolei przykład, jak Coco potrafiła wykorzystać naukę i biznes. Zapach stworzył chemik Ernest Beaux, a przełom polegał na użyciu aldehydów, które nadały mu „abstrakcyjny” charakter, oderwany od jednej konkretnej nuty kwiatowej. Strategia sprzedaży opierała się na luksusowym wizerunku i ograniczonej dystrybucji. Mit mówi: „to zapach, który wymyśliła Coco”. Fakty: Chanel zaakceptowała jedną z próbek Beaux, nadała jej swoje nazwisko i zadbała o komercyjną oprawę.

Chanel jako przedsiębiorczyni: wizjonerka czy twardy gracz?

Wizerunek Chanel jako genialnej kreatorki bywa oderwany od jej roli jako bizneswoman. Tymczasem połączenie twórczości i chłodnej kalkulacji było jednym z kluczy do jej sukcesu. Już w latach 20. zrozumiała, że moda to nie tylko ubrania, ale pełny system: zapach, akcesoria, biżuteria, a przede wszystkim styl życia. Udało jej się to, co dziś jest fundamentem marek luksusowych – stworzyć rozpoznawalny kod estetyczny, który można dowolnie multiplikować.

Chanel potrafiła też walczyć o swoje interesy. W relacjach współpracowników uchodziła za osobę wymagającą, często bezwzględną, skłonną do nagłych zwrotów i srogich ocen. Nie bała się zrywać kontraktów, zmieniać wspólników, drenować otoczenia z pomysłów, jeśli widziała w tym korzyść. Dla części współpracujących z nią osób była trudnym szefem, dla innych – inspirującą siłą, która wymagała, ale też dawała szansę na rozwój.

Od strony marketingowej świadomie budowała personę: paląca papierosa, w spodniach, z perłami na szyi, mówiąca ostro i cięto. Ten obraz miał przykryć lęki i niepewności, ale też służył jako narzędzie promocji. Przekaz był prosty: oto kobieta, która niczego się nie boi. Z dzisiejszej perspektywy widać jednak, że wiele z jej decyzji – także tych najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych – miało bardzo pragmatyczny, niekoniecznie heroiczny charakter.

Rustykalna pracownia artystyczna z biurkiem, krzesłem i abstrakcyjnymi obrazami
Źródło: Pexels | Autor: KATRIN BOLOVTSOVA

Kontrowersje wojenne: kontakty z nazistami i oskarżenia o kolaborację

Paryż okupowany i Chanel w hotelu Ritz

Najciemniejszym rozdziałem biografii Coco Chanel jest okres II wojny światowej. Gdy Niemcy zajęli Paryż, wielu paryżan uciekało lub żyło w tragicznych warunkach. Chanel zamieszkała wówczas w hotelu Ritz przy Place Vendôme, który był jednym z centrów niemieckiej elity wojskowej. W tym samym budynku swoją kwaterę mieli wysokiej rangi oficerowie Wehrmachtu i SS. W takiej scenerii narodziła się jej znajomość, a potem romans z Hansem Güntherem von Dincklage, oficerem i agentem niemieckiego wywiadu.

Ten związek stał się jednym z głównych punktów oskarżeń o kolaborację. Źródła wskazują, że von Dincklage miał znaczące wpływy w strukturach okupacyjnych i że relacja z nim zapewniała Chanel komfort, bezpieczeństwo i przywileje, na które większość mieszkańców Paryża nie mogła liczyć. Z jednej strony możemy mówić o prywatnej relacji, z drugiej – o bardzo politycznym kontekście, do którego nie da się podejść jak do zwykłego romansu.

W warunkach okupacji takie kontakty miały ciężar moralny, który dziś trudno zrelatywizować. Tym bardziej że wiele innych osób z francuskich elit albo emigrowało, albo starało się przynajmniej zachować dystans wobec władz okupacyjnych. Chanel, jak pokazują dokumenty, wybrała inną drogę – bardziej wygodną, ale też politycznie obciążającą.

Agentka F-7124? Co mówią archiwa o współpracy Chanel z nazistami

Najdalej idące zarzuty wobec Chanel dotyczą nie tylko towarzyskich kontaktów z Niemcami, lecz także czynnej współpracy wywiadowczej. Historycy tacy jak Hal Vaughan, analizujący archiwa Abwehry oraz dokumenty francuskich i brytyjskich służb, wskazują, że Coco mogła być zarejestrowana jako agentka pod kryptonimem F-7124, o pseudonimie „Westminster” (od dawnego kochanka, księcia Westminsteru).

Według tych ustaleń Chanel brała udział w misji o kryptonimie „Modellhut” i „Ariane”, której celem był kontakt z brytyjskimi elitami poprzez jej dawne znajomości. Chodziło m.in. o sondowanie możliwości odrębnego pokoju między III Rzeszą a Wielką Brytanią, z pominięciem aliantów. W tym kontekście Chanel występowała jako osoba, która dzięki dawnym romansom i przyjaźniom miała łatwy dostęp do brytyjskiego establishmentu.

Gra o udziały w Chanel No. 5 i antysemickie wykorzystywanie prawa

Kontakty Coco z nazistami nie ograniczały się do życia towarzyskiego i misji wywiadowczych. Jednym z najbardziej wymownych wątków jest jej próba przejęcia pełnej kontroli nad dochodami z perfum Chanel No. 5 podczas okupacji. Jeszcze w latach 20. podpisano umowę z żydowską rodziną Wertheimerów, właścicielami firmy Parfums Bourjois. To oni sfinansowali produkcję, dystrybucję i międzynarodową ekspansję perfum, w zamian za większościowy udział w zyskach. Chanel od początku narzekała, że dostała zbyt mały procent z bardzo dochodowego biznesu.

W czasie okupacji pojawiła się dla niej „okazja”. Nazistowskie prawo pozwalało przejmować przedsiębiorstwa należące do Żydów, bądź zmuszać ich do fikcyjnej sprzedaży tzw. zaufanym aryjskim zarządcom. Chanel próbowała wykorzystać ten system, powołując się na fakt, że jest „aryjką” i sugerując, że jako Francuzka powinna z mocy przepisów rasowych przejąć kontrolę nad Parfums Chanel. W jednym z listów, cytowanych w opracowaniach biograficznych, miała pisać wprost, że „Żydzi legalnie nie mogą posiadać takiego majątku”.

Wertheimerowie, przewidując niebezpieczeństwo, zdążyli jednak jeszcze przed wejściem Niemców do Paryża przekazać swoje udziały w perfumerii zaufanemu, „aryjskiemu” pośrednikowi. Formalnie nie byli już właścicielami, więc argumentacja Chanel rozbiła się o ten zabieg prawny. Mimo to jej starania pozostawiły ślad w archiwach i pokazują chłodny pragmatyzm połączony z gotowością do skorzystania z antysemickiego prawa, jeśli tylko dawało to nadzieję na większe wpływy.

Ten aspekt biografii szczególnie kłóci się z późniejszym obrazem Chanel jako „ponadpolitycznej” ikony stylu. W sprawie No. 5 nie chodziło o przetrwanie, lecz o zwiększenie udziału w zyskach z już istniejącego, udanego biznesu. To jedna z sytuacji, w których mity o samotnej buntowniczce mocno zderzają się z dokumentami ukazującymi dobrze zorientowaną, twardą negocjatorkę, skłonną sięgnąć po każdy dostępny mechanizm.

Po wojnie: brak procesu, krótki areszt i emigracja do Szwajcarii

Gdy w 1944 roku Paryż został wyzwolony, wiele osób powiązanych z reżimem Vichy i okupantem trafiło przed sądy lub stało się celem spontanicznych linczów. Chanel została zatrzymana przez francuski komitet oczyszczania (épuration), ale przesłuchania trwały krótko. Nie postawiono jej formalnych zarzutów, po czym zwolniono. W biografiach często przewija się sugestia, że w jej uwolnieniu mógł pomóc wpływ dawnych znajomych, w tym Winstona Churchilla, z którym łączyły ją relacje z czasów romansów w brytyjskich elitach.

Nie ma twardych dowodów na bezpośrednią interwencję Churchilla, są natomiast poszlaki pokazujące, że część brytyjskich i francuskich decydentów miała interes w unikaniu skandalu na tle politycznym obejmującego tak znaną postać ze świata mody. Publiczny proces obnażyłby skalę powiązań towarzyskich elit obu krajów z osobami flirtującymi z nazistowskimi projektami politycznymi. Chanel, choć nie stanęła przed sądem, wyczuwała jednak, że grunt jest chwiejny.

W 1945 roku wyjechała do Szwajcarii. Oficjalnie – „dla zdrowia” i w celach wypoczynkowych. W praktyce była to wygodna forma dobrowolnej pół-emigracji, z dala od paryskiej opinii publicznej i ewentualnych ciągów dalszych śledztw. Przez kilka lat żyła tam spokojnie, utrzymując się m.in. z pieniędzy, które wciąż przynosiły perfumy Chanel No. 5. Marka istniała, choć sama projektantka była w gruncie rzeczy poza obiegiem mody, a jej powojenny wizerunek nie był jeszcze odbudowany.

Powrót na salony w latach 50. i odwracanie uwagi od przeszłości

W 1954 roku, po blisko 15-letniej przerwie w działalności haute couture, Chanel zdecydowała się na powrót do Paryża i ponowne otwarcie domu mody. Kolekcja startowa nie spotkała się z entuzjazmem francuskich krytyków – część z nich wciąż pamiętała wojenną historię i nie była gotowa na pełną amnezję. Sytuacja wyglądała inaczej za oceanem. Amerykańskie media, mniej obciążone lokalnymi resentymentami, uznały Chanel za uosobienie klasycznego, „czystego” stylu, przeciwstawianego nowym, teatralnym sylwetkom Christiana Diora.

W tym czasie gry marketingowe stały się kluczowym narzędziem. Chanel, wspierana finansowo przez rodziny Wertheimerów, konsekwentnie budowała narrację skupioną na kilku powtarzanych motywach: prostota, ponadczasowość, wolność od zbędnych ozdób. Biografia została mocno filtrowana – dzieciństwo w sierocińcu i droga z biedy do sukcesu podkreślano, natomiast wątek okupacyjny niemal całkowicie zamilczano. Jeśli pojawiał się w rozmowach, zwykle w wersji: „byłam tylko projektantką, wojna to sprawa polityków”.

Kluczową rolę odegrało też to, że powojenna moda „oddychała” krótką pamięcią. Lata 50. i 60. przyniosły gwałtowny rozwój konsumpcji, amerykański boom, nowe media. Dla milionów kobiet na całym świecie Chanel była już nie konkretną osobą o skomplikowanej biografii, lecz logo, zapachem, fasonem kostiumu widzianym w filmach. W takich warunkach nie było większej przestrzeni ani presji, by szeroko opowiadać o tym, kogo znała w Ritzu podczas okupacji lub jakie listy pisała w sprawie „aryzacji” udziałów w perfumerii.

Mity, autocytaty i kontrola nad własną legendą

„Urodziłam się w 1883” – manipulacja wiekiem i biografią

Coco Chanel przez większość życia pilnie strzegła informacji o swoim pochodzeniu i wieku. Oficjalnie podawała rok urodzenia 1893, odmładzając się o dekadę. Dopiero po jej śmierci archiwa ujawniły prawdziwą datę – 1883. Ta pozornie błaha korekta ma znaczenie symboliczne. Pokazuje, że Chanel traktowała życiorys jak materiał do obróbki, podobnie jak tkaninę. Jeśli coś nie pasowało do wymarzonego obrazu nowoczesnej, wiecznie młodej projektantki, po prostu to przycinała lub przemilczała.

Podobnych przesunięć było więcej. Z czasem uszlachetniała obraz rodziny, łagodziła ostre kąty ubogiego dzieciństwa, redukowała rolę klasztornego sierocińca, podkreślając raczej „surową dyscyplinę, która mnie ukształtowała” niż biedę i poczucie porzucenia. Z romantycznych historii o mężczyznach usuwała wątki transakcyjne: wsparcie finansowe, nierówność pozycji, zależność ekonomiczną. Tworzyła spójną opowieść o „kobiecej sile”, która – choć inspirująca – miała niewiele wspólnego z pełnym, nieupiększonym zapisem faktów.

Znane cytaty: aforyzmy, których mogła nigdy nie wypowiedzieć

W przestrzeni publicznej krążą dziesiątki cytatów przypisywanych Coco Chanel. „Kobieta, która nie nosi perfum, nie ma przyszłości”, „Moda przemija, styl pozostaje”, „Najlepszym kolorem na świecie jest ten, który świetnie na tobie wygląda” – te zdania stały się treścią memów, motywacyjnych grafik i kampanii sprzedażowych. Problem w tym, że duża część z nich nie ma potwierdzenia w źródłach: stenogramach wywiadów, listach czy rzetelnych biografiach.

Fragmenty wypowiedzi bywały skracane, wygładzane, przerabiane przez dziennikarzy i copywriterów. Czasem parafrazowano sens, a potem parafraza zaczynała żyć własnym życiem jako „dokładny cytat”. Innym razem słowa zupełnie wymyślano, bo „brzmiały jak Chanel” – ostro, krótko, z ciętym dowcipem. Dla marek i magazynów to wygodne. Łatwiej sprzedać produkt lub artykuł, gdy poprze go zgrabny, rzekomo autentyczny aforyzm legendy mody.

Odróżnienie tego, co rzeczywiście powiedziała, od twórczości późniejszych pokoleń, nie zawsze jest proste. Historycy, którzy sięgają do nagrań i prasy z epoki, potwierdzają jednak, że „kanon” cytatów jest w dużej mierze konstrukcją popkultury. W efekcie powstał drugi, wtórny mit: nie tylko Chanel jako osoby, ale i Chanel jako niewyczerpane źródło złotych myśli idealnie skrojonych pod posty w mediach społecznościowych.

Kreowanie wizerunku „feministki” i spór o interpretacje

W ostatnich dekadach Chanel coraz częściej przedstawia się jako pionierkę kobiecej niezależności, wręcz ikonę feminizmu. Argumenty są na pierwszy rzut oka mocne: miała własny biznes, zarabiała ogromne pieniądze, ubierała kobiety w spodnie i proste kroje, które ułatwiały im funkcjonowanie. W kampaniach marki i wielu tekstach popularnych pojawia się narracja: „dała kobietom wolność”.

Badacze historii mody i gender studiów bardziej ostrożnie podchodzą do takich określeń. Chanel nie angażowała się w ruchy polityczne na rzecz praw kobiet, nie wspierała publicznie sufrażystek ani feministek drugiej fali. Jej klientela stanowiły przede wszystkim zamożne mieszkanki miast, dla których wygodne, eleganckie ubrania były luksusem, nie narzędziem społecznej rewolucji. Podkreślała też często, że „kobiety muszą być sprytne, by korzystać z męskiej władzy”, co bliższe jest strategiom indywidualnego dostosowania niż emancypacji kolektywnej.

Można więc mówić, że jej projekty miały skutki sprzyjające większej swobodzie kobiet – przynajmniej tych z klas średnich i wyższych – ale nazywanie jej feministką w dzisiejszym sensie bywa nadużyciem. To kolejny przypadek, gdy współczesne potrzeby marketingu i kultury popularnej nadpisują na biografii dawnej postaci swoje własne hasła i wartości.

Ciemniejsze oblicza prywatności: antysemityzm, klasizm, samotność

Wypowiedzi o Żydach i klasie robotniczej

Relacje osób, które znały Chanel, oraz zapisy niektórych rozmów wskazują na to, że w prywatnych opiniach powielała stereotypy antysemickie i klasistowskie, typowe dla części francuskich elit pierwszej połowy XX wieku. Sarkastyczne uwagi o „żydowskich pieniądzach” lub „prostackich gustach parweniuszy” pojawiają się w wielu biograficznych świadectwach. Nie zawsze da się zweryfikować każde zdanie, ale powtarzalność motywów sugeruje określony sposób myślenia, a nie pojedyncze „wycieki złości”.

Nie jest to zresztą wyjątkowa cecha wyłącznie jej samej. Klimat tamtej epoki – od salonów po prasę – obfitował w antysemickie klisze i lekceważące opisy klas niższych. U Chanel szczególnie ostro wybrzmiewa jednak połączenie: z jednej strony wykorzystywała kapitał „nowych pieniędzy” i przedsiębiorców wywodzących się spoza arystokracji, z drugiej – potrafiła ich w rozmowach traktować z wyższością. To rozdwojenie pomiędzy praktyczną zależnością a symbolicznym dystansem powraca w wielu epizodach jej życia.

Samotność, uzależnienia i trudny charakter

Pod lukrowanym obrazem ikony stylu widać też człowieka, który mierzył się z samotnością, lękiem przed starzeniem i uzależnieniami. Pod koniec życia Chanel coraz częściej sięgała po środki nasenne i przeciwbólowe, narzekała na brak prawdziwych przyjaciół. Współpracownicy wspominali jej napady furii, nagłe decyzje o zwolnieniu wieloletnich pracow