Burberry w obiektywie: jak zdjęcia odmieniły losy klasycznej marki
Burberry przez dekady kojarzono z konserwatywną brytyjską elegancją: trencz, krata, płaska czapka, może parasol. Dopiero agresywne, wizualnie odważne kampanie z przełomu XX i XXI wieku zbudowały nowoczesny wizerunek Burberry, który dziś przyciąga gwiazdy muzyki, młodych odbiorców z TikToka i wymagających klientów luksusowych. Kluczowym narzędziem tej przemiany były kultowe zdjęcia kampanii Burberry – kadry, które przeszły do historii mody.
Strategia marki opierała się na kilku stałych filarach: konsekwentne eksponowanie trencza, reinterpretacja słynnej kratki, praca z najbardziej wpływowymi fotografami i twórcami obrazu, a także łączenie bardzo brytyjskiego klimatu z globalną, aspiracyjną narracją. Każda kolejna kampania nie tylko sprzedawała produkty, ale dopisywała nowy rozdział do historii Burberry – od kultowych zdjęć z Kate Moss, przez teatralne kompozycje Mario Testino, po cyfrowe eksperymenty i animowane mini-filmy Riccardo Tisci.
Dla strategów marek, marketerów i twórców treści te kampanie są podręcznikowym przykładem, jak konsekwentny język wizualny potrafi zmienić pozycję brandu na świecie i trwale zakodować się w wyobraźni odbiorców.
Od trencza wojskowego do ikony popkultury: fundament wizualnej tożsamości Burberry
Trencz jako główny bohater każdego kadru
W historii luksusowych marek trudno znaleźć drugi produkt, który tak konsekwentnie odgrywał główną rolę w kampaniach jak trencz Burberry. Z punktu widzenia strategii wizerunkowej to wzorcowy przykład, jak z jednego elementu garderoby uczynić symbol marki, stylu życia i aspiracji.
Na kultowych zdjęciach Burberry trencz rzadko jest „tylko płaszczem”. Najczęściej pełni funkcję:
- płaszcza-bohatera – centralna sylwetka kadru, najczęściej w jasnym odcieniu, kontrastująca z tłem;
- narzędzia narracji – rozwiany na wietrze, zarzucony na ramiona, przewiązany w talii, podkreślający ruch i dynamikę;
- łącznika między bohaterami – para skrywająca się pod jednym trenczem, rodzina w podobnych płaszczach, przyjaciele w różnych wariantach kroju.
To powtarzalne podejście sprawiło, że trencz Burberry stał się w kampaniach czymś więcej niż ubraniem – symbolem opowieści: o Londynie, deszczu, niezależności, ale także o miękkiej, filmowej romantyce. Dzięki temu każda kolejna generacja odbiorców intuicyjnie kojarzy tę sylwetkę z marką, nawet jeśli na zdjęciu logo widać ledwo lub wcale.
Krata Burberry – od nadekspozycji do subtelnej ikony
Krata Burberry (tzw. Burberry check) to jedno z najbardziej rozpoznawalnych deseni w historii mody. Z punktu widzenia kampanii wizualnych była jednak przez lata zarówno błogosławieństwem, jak i problemem. Na przełomie lat 90. i 2000. pojawiła się jej nadekspozycja – kratka była wszędzie, w tym w produktach masowych, podróbkach i stylizacjach mało eleganckich. Media nadały zjawisku łatkę „chav culture”, co mocno uderzało w wizerunek marki premium.
Kultowe kampanie ostatnich lat pokazują, jak zręcznie Burberry odwróciło ten trend. Zamiast uciekać od kratki, marka:
- ograniczyła jej ekspozycję, czyniąc ją detalem, a nie całą stylizacją,
- wprowadziła kratkę w luksusowe, miękkie ujęcia – szal narzucony niedbale na szyję, podszycie trencza odsłaniane w ruchu, wnętrze torebki uchylane dyskretnie,
- w kampaniach często zestawiała kratkę z neutralnymi, eleganckimi tłami, co wzmacniało jej „premium” charakter.
Dzięki takiej strategii zdjęcia Burberry zaczęły znów kojarzyć się z luksusem, a nie z masowością. Kratka powróciła na pierwszy plan, ale już w formie kontrolowanego sygnału rozpoznawczego, a nie krzyczącego wzoru na wszystkim.
Londyn jako żywa scenografia kampanii
Wiele ikonicznych fotografii Burberry nie istniałoby bez Londynu – deszczowego, mglistym, ale i niezwykle filmowego. Miasto w kampaniach rzadko bywa tłem wprost; częściej jest nastrojem: lekko przygaszonym światłem, kostką brukową po deszczu, stalowo-niebieskim niebem, widokiem mostu lub charakterystycznej architektury w głębi kadru.
Ta konsekwentna obecność Londynu w wizualnej narracji sprawia, że:
- marka ma silne zakorzenienie geograficzne – to „brytyjski luksus”, a nie neutralny, globalny brand bez tożsamości,
- kampanie łatwo odróżnić od komunikacji innych marek – klimat Londynu jest trudny do podrobienia w sposób wiarygodny,
- zdjęcia niosą ze sobą emocję autentyczności – wyglądają, jakby uchwycono prawdziwe momenty z życia miasta.
W praktyce oznacza to, że nawet gdy Burberry wchodzi w futurystyczne rozwiązania cyfrowe, jak animowane kampanie czy współprace z artystami 3D, to i tak gdzieś w kodzie wizualnym pozostaje odrobina mgły nad Tamizą i mokrego chodnika.

Kate Moss, Emma Watson i ikony popkultury: kiedy twarz kampanii staje się manifestem
Era Kate Moss – początek nowoczesnej historii Burberry
Dla wielu osób nowoczesna historia wizerunku Burberry zaczyna się właśnie od Katedry Kate Moss – serii kampanii z przełomu lat 90. i 2000., gdy Christopher Bailey i Mario Testino zaczęli przekuwać starą, sztywną markę w obiekt pożądania młodych.
Na kultowych zdjęciach z tamtego okresu widać kilka przełomowych decyzji:
- minimalistyczne kadry – Moss w prostym trenczu, bez przesadnego makijażu, często na neutralnym tle lub w lekkim, „rozmytym” londyńskim pejzażu,
- „nieidealna” poza – lekko rozwiane włosy, pozorna niedbałość, brak przesadnej pozerskości, co nadawało całości wrażenie autentyczności,
- mieszanka klasy i buntu – klasyczny płaszcz kontra rockowa aura Moss.
Te zdjęcia były jak reset. Zamiast dystansującego, sztywnego luksusu Burberry zaczęło mówić: „to marka dla tych, którzy mają własny styl i nie boją się go pokazać”. Użycie Kate Moss, jednej z najbardziej wpływowych modelek tamtej dekady, miało też prosty efekt: natychmiastowe zainteresowanie mediów i młodszej publiczności.
Burberry i pokolenie Harry’ego Pottera: kampanie z Emmą Watson
Kiedy Emma Watson pojawiła się w kampaniach Burberry (ok. 2009 roku), wydawało się to logicznym, ale ryzykownym ruchem. Z jednej strony była uosobieniem młodego, inteligentnego brytyjskiego pokolenia; z drugiej – mocno kojarzyła się z rolą Hermiony, co mogło przytłoczyć przekaz.
Kampanie z Watson pokazały jednak mistrzostwo w reżyserskim prowadzeniu wizerunku gwiazdy. Na zdjęciach:
- nie ma śladu czarodziejskiej przeszłości; zamiast tego widzimy dojrzałą, pewną siebie młodą kobietę w trenczu, marynarce czy sukience Burberry,
- stylizacje balansują między akademickim klimatem (torby, marynarki, krata) a lekką nonszalancją,
- wokół Watson pojawia się młoda londyńska „ekipa” – modele i muzycy, co nadaje zdjęciom dynamikę.
Te kampanie były ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, odświeżyły wizerunek marki w oczach nastolatków i młodych dorosłych, którzy dorastali razem z obsadą Harry’ego Pottera. Po drugie, pokazały, że Burberry świetnie rozumie, jak wykorzystać wizerunek globalnej gwiazdy, nie tracąc własnej tożsamości. Emma Watson była w kampanii nie „Hermioną w trenczu”, ale nową generacją brytyjskiego stylu, której Burberry miało być naturalnym wyborem.
Rosnąca rola różnorodności: od Cara Delevingne do nowych twarzy
Kolejne kultowe kampanie Burberry wprowadzały coraz silniej temat różnorodności i inkluzywności, długo zanim stało się to marketingowym standardem. Na zdjęciach pojawiły się m.in.:
- Cara Delevingne – symbol nowego modelingu, z charakterystycznymi brwiami i luzem w kadrach,
- Rosie Huntington-Whiteley, Romeo Beckham i inne postacie z pogranicza mody, show-biznesu i sportu,
- modelki i modele reprezentujący różne typy urody i pochodzenie etniczne.
Różnorodność w kampaniach Burberry nigdy nie była wyłącznie checklistą. Najbardziej zapamiętywane zdjęcia łączyły różne typy urody z jednolitą, minimalistyczną estetyką: jasne światło, proste tła, mocny fokus na sylwetce i tkaninie. Dzięki temu przekaz był spójny – niezależnie od tego, kto stał przed obiektywem, głównym bohaterem pozostawał produkt, a jednocześnie marka opowiadała, że luksus jest otwarty na różne oblicza.
Mario Testino i era teatralnego luksusu: jak powstawały najbardziej rozpoznawalne zdjęcia Burberry
Charakterystyczny język fotograficzny Mario Testino
Trudno mówić o kultowych kampaniach Burberry bez nazwiska Mario Testino. To on stworzył dziesiątki kadrów, które dziś traktuje się jak współczesne „obrazy olejne” luksusu. Jego styl w kampaniach Burberry można rozpoznać po kilku elementach:
- miękkie, ale mocne światło – twarz i tkanina są wyraźnie podkreślone, ale bez nadmiernej ostrości,
- teatralne, ale nie przesadzone pozy – modele wyglądają jak uchwyceni „w pół ruchu”, co daje efekt spontanicznej elegancji,
- mocna praca z ruchem tkaniny – rozwiany trencz, powiewający szal, unosząca się spódnica,
- subtelna erotyka – bliskość ciał, spojrzenia, ale bez wulgarności.
Na najbardziej pamiętnych zdjęciach Testino dla Burberry pojawia się para lub grupa – nie pojedyncza osoba. Daje to możliwość zbudowania małej sceny teatralnej: ktoś się śmieje, ktoś odchodzi, ktoś poprawia kołnierz. Dzięki temu fotografie opowiadają mikrohistorię, a nie tylko pokazują produkt.
Kampanie sezonowe jako mini-spektakle
W czasach dominacji Testino kampanie Burberry na sezon jesień/zima lub wiosna/lato były jak powtarzające się spektakle z tymi samymi motywami, ale inną obsadą i kompozycją. Można było zauważyć kilka stałych schematów:
- grupa młodych ludzi na tle londyńskiej architektury, wszyscy w trenczach i płaszczach w różnych odcieniach beżu i szarości,
- para w deszczu, dzieląca się jednym płaszczem lub szalem,
- solo bohater w ruchu, idący przez ulicę, z wiatrem unoszącym poły płaszcza.
Choć powtarzalne, te schematy budowały wizualną rozpoznawalność. Odbiorca, widząc zdjęcie z podobnym klimatem w magazynie czy na billboardzie, nie musiał szukać logo – „wiedział”, że to Burberry. Z punktu widzenia budowy wizerunku to ogromny sukces: marka stworzyła własny, natychmiast rozpoznawalny gatunek fotografii mody.
Jak kadrowanie i kompozycja wzmacniały przekaz luksusu
Przyglądając się kultowym zdjęciom Burberry Testino z perspektywy praktyka marketingu, można dostrzec bardzo świadome decyzje kompozycyjne, które pomagają budować poczucie luksusu:
- częste użycie planu amerykańskiego lub półpełnego – widać zarówno twarz, jak i większość sylwetki, co pozwala pokazać krój trencza, linię ramion, sposób układania się pasa,
- ograniczona ilość elementów w tle – nic nie rozprasza uwagi od bohatera i produktu,
- symetria przełamana jednym „zakłóceniem” – np. para stojąca idealnie frontalnie, ale z lekko odchylonym tułowiem jednej osoby lub ruchem ręki.
Ten rodzaj „kontrolowanej nieidealności” jest kluczowy. Luksus w fotografii Burberry nie jest lodowato perfekcyjny; jest ludzki, dotykalny. To właśnie ten balans sprawia, że kampanie są tak często kopiowane, ale rzadko dorównuje się ich efektowi – trudno odtworzyć intuicję reżysera kadru, który wie, gdzie kończy się elegancja, a zaczyna sztuczność.
Cyfrowa rewolucja: od kampanii drukowanych do immersyjnych doświadczeń online
Kiedy zdjęcie to za mało: Burberry jako pionier cyfrowych kampanii wśród marek luksusowych
Od live streamów po Snapchat: jak Burberry przeniosło swoje kampanie do sieci
Moment, w którym Burberry zaczęło transmitować pokazy na żywo, był dla branży luksusowej małą rewolucją. Marka przestała traktować zdjęcie jako koniec procesu i zaczęła myśleć o nim jako o jednym z wielu punktów styku. Obok klasycznych kadrów z kampanii pojawiły się:
- streamingi pokazów – najpierw na stronie i YouTube, potem w mediach społecznościowych,
- materiały zza kulis – krótkie klipy backstage’owe, w których te same sylwetki i twarze z kampanii były pokazywane w bardziej surowej, „nieuładzonej” formie,
- formaty efemeryczne – relacje na Snapchatcie czy Instagram Stories, gdzie ikoniczne płaszcze i torby pojawiały się w szybkim, quasi-amatorskim montażu.
Te działania nie zastąpiły klasycznych zdjęć. Raczej rozbudowały narrację wokół nich. Ikoniczne kadry z kampanii stawały się „plakatem”, a wszystkie formaty wideo i stories – serią dopowiedzeń: jak płaszcz wygląda w ruchu, jak układa się w świetle lamp backstage’u, jak modelka opuszcza po pokazie budynek, o którym wcześniej widzieliśmy tylko fragment fasady.
Interaktywne lookbooki i kampanie „click-to-buy”
Kolejnym krokiem było zintegrowanie zdjęć kampanijnych z doświadczeniem zakupowym. Burberry bardzo wcześnie testowało rozwiązania typu „see now, buy now”, w których zdjęcie nie było już tylko inspiracją, ale bezpośrednim wejściem do sklepu.
Najciekawsze były projekty, gdzie klasyczny lookbook zamieniał się w interaktywną planszę:
- po najechaniu na trencz, torebkę czy szal pojawiało się okno z detalem tkaniny, opisem i ceną,
- użytkownik mógł przełączyć kadr z kampanii na „czysty” packshot produktu, bez utraty kontekstu stylizacyjnego,
- zdjęcia były spięte z systemem rekomendacji: widzisz kultowy beżowy trencz z kampanii – od razu dostajesz propozycję innych krojów i wariantów kolorystycznych.
Z punktu widzenia budowania wizerunku było to kluczowe. Luksus przestał być wyłącznie oglądany, zaczął być klikalny. Ikoniczne zdjęcie nie kończyło swojej historii na stronie magazynu; w wersji cyfrowej stawało się pierwszym krokiem ścieżki zakupowej, ale bez rezygnacji z filmowego klimatu i narracji.
AR, filtry i rozszerzona rzeczywistość w służbie klasycznego trencza
Burberry jako jedna z pierwszych marek luksusowych przetestowało filtry AR i rozszerzoną rzeczywistość. Co ważne, nie chodziło tylko o „gadżet” – chodziło o to, by przenieść ikonografię kampanii na twarz użytkownika smartfona.
W praktyce przyjmowało to kilka form:
- filtry, które odwzorowywały charakterystyczną kratę na tle lub na ubraniu, wkomponowując ją w selfie użytkownika,
- proste wirtualne „przymiarki” okularów czy szali, odwołujące się do konkretnych kampanii sezonowych,
- elementy tła inspirowane scenografią sesji – mglisty most, fragment ceglanej ściany, neonowe odbicia w witrynie.
Takie narzędzia działały jak miniaturowe wersje kampanii: użytkownik nie tylko oglądał kultowe zdjęcia, ale mógł wpisać siebie w ich estetykę. Z perspektywy social mediów było to bezcenne – każde udostępnione selfie z filtrem Burberry stawało się darmową dystrybucją kodu wizualnego marki.
Storytelling wielokanałowy: jedna kampania, różne opowieści
Klasyczna kampania Burberry w erze cyfrowej zaczęła przypominać serial z kilkoma liniami narracyjnymi. Te same bohaterki i bohaterowie pojawiali się:
- w hero-shotach drukowanych w magazynach,
- w krótszych formatach wideo do social mediów,
- w materiałach backstage, gdzie luz i spontaniczność równoważyły kontrolowaną teatralność głównych kadrów.
Dla obserwatora, który śledził markę na kilku platformach, zdjęcia przestawały być „zamrożonym momentem”. Z jednego ujęcia w kampanii można było przejść do kilkusekundowego story, gdzie ten sam model idzie przez korytarz, śmieje się, poprawia kołnierz. W efekcie emocjonalny ciężar zdjęcia rósł – kadr był pamiętany nie tylko jako obraz, ale jako fragment większej historii.

Najważniejsze motywy wizualne: jak rozpoznać „burberry’owski” kadr w sekundę
Paleta barw: beże, szarości i kontrolowana nostalgia
Bez względu na dekadę, w której powstało, kultowe zdjęcie Burberry niemal zawsze da się rozpoznać po palecie kolorów. Dominuje w niej:
- pełne spektrum beżu – od piaskowego po karmelowy,
- zimne szarości, stalowe błękity, granaty,
- kontrastujące akcenty czerni i czerwieni (najczęściej w kratę).
Ta paleta nie jest przypadkowa. Z jednej strony nawiązuje do barw brytyjskiej pogody – chmur, mokrego asfaltu, cegły. Z drugiej nadaje zdjęciom filmową, lekko melancholijną tonację. Nawet jeśli kadry przedstawiają grupę śmiejących się młodych ludzi, kolorystyka studzi nadmierny „instagramowy” entuzjazm i przywraca klimat elegancji.
Światło: między mgłą a reflektorem
Drugi element to światło. W klasycznych kampaniach Burberry rzadko pojawia się ostre, wakacyjne słońce. Częściej mamy:
- światło rozproszone, jakby przepuszczone przez chmury lub duże okno,
- delikatne kontrasty, które podkreślają fakturę tkaniny zamiast rysować dramatyczne cienie,
- subtelne poświaty wokół włosów czy krawędzi płaszcza, nadające sylwetce miękkość.
Taki sposób pracy ze światłem buduje wrażenie kinowego luksusu: modeli oglądamy jak bohaterów filmu, nie jak przypadkowe osoby złapane przez lampę błyskową. Co istotne, ten język świetlny przeniesiono także do nowszych kampanii cyfrowych i wideo – nawet krótki klip na Instagramie często ma tę samą, lekko przydymioną atmosferę.
Ruch: płaszcz jako główny aktor
Gdyby przeanalizować setki zdjęć Burberry, szybko widać, że prawdziwym bohaterem kampanii jest ruch materiału. Trencz nigdy nie leży zupełnie płasko – zawsze coś się dzieje:
- poły płaszcza unoszą się na wietrze lub podczas kroku,
- kołnierz jest lekko podniesiony, jakby przed chwilą ktoś wyszedł z deszczu,
- pasy trencza są luźno zawiązane lub rozsupłane, jakby bohater był w drodze.
To prosty, ale skuteczny zabieg. Ruch nadaje zdjęciu poczucie życia i sprawia, że odbiorca łatwiej wyobraża sobie siebie w tym ubraniu – nie jako manekina, lecz jako osobę w konkretnym momencie dnia. W praktyce np. przy projektowaniu kampanii dla mniejszej marki często wykorzystuje się ten patent: zamiast statycznego packshota fotograf prosi modelkę, by przeszła kilka kroków, obróciła się, podniosła kołnierz – efekt od razu jest bardziej „burberry’owski”.
Londyn w tle: od dosłownej architektury po subtelne cytaty
Ikoniczne zdjęcia Burberry są niemal zawsze zakorzenione w jakiejś formie Londynu. Czasem jest to oczywiste:
- mosty nad Tamizą,
- kamienice z białymi fasadami,
- czarne taksówki i charakterystyczne latarnie uliczne.
Bywają jednak kampanie, gdzie Londynu właściwie nie widać, a i tak się go czuje. Dzieje się tak dzięki:
- charakterystycznym brukom i chodnikom,
- stylowi mebli w wnętrzach (skóra, ciemne drewno, okna ze szprosami),
- stylingowi – połączeniu garnituru z płaszczem, szalika w kratę z codzienną koszulą.
To rodzaj wizualnego skrótu myślowego. Nawet jeśli kampania jest fotografowana w studio, scenografia i stylizacje sugerują świat zewnętrzny: brytyjską ulicę, pub, klub czy wieczorny spacer po nabrzeżu. Ten nieustanny dialog ze stolicą sprawia, że marka utrzymuje status „kręgosłupa brytyjskiego stylu”, nawet gdy działa globalnie.
Rebranding pod Riccardo Tiscim i Daniela Lee: nowy kod wizualny, stare DNA
Minimalistyczny eksperyment Riccardo Tisciego
Wejście Riccardo Tisciego do Burberry przyniosło serię kampanii, które wyraźnie różniły się od „miękkiej” epoki Testino. Zdjęcia stały się bardziej graf iczne, surowsze, czasem wręcz klinicznie chłodne. Charakterystyczne elementy tego okresu to:
- więcej bieli i czerni, mniej klasycznego beżu w roli głównej,
- silniejsze wykorzystanie studio, ostrzejsze światło,
- pojawienie się nowych logo i monogramu TB w bardzo widocznej formie.
Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak odejście od tradycji. Jednak w tle pojawiały się znane motywy: płaszcz w ruchu, mieszanka twarzy z różnych środowisk, subtelne nawiązania do brytyjskiej subkulturowości. Tisci „przestawił kamerę” bliżej twarzy i detalu, dał więcej miejsca nowoczesnej typografii, ale nie wyrzucił z kadru tego, co kluczowe: płaszcza jako symbolu przejścia przez miasto.
Era Daniela Lee: powrót koloru i brytyjskiej codzienności
Przejęcie sterów przez Daniela Lee przyniosło kolejną zmianę języka. Kampanie pod jego kierunkiem są bardziej nasycone kolorem, mocniej osadzone w realnej codzienności i krajobrazie Wielkiej Brytanii. Widać to w kilku decyzjach:
- więcej zieleni, błękitu, mocnych czerwieni,
- lokacje poza Londynem – wybrzeże, wiejskie drogi, parki,
- mix twarzy: od gwiazd po mniej znane postacie, często z „charakterem”, nie klasyczną urodą.
Zdjęcia z tej ery mają w sobie nową energię ulicy. Stylizacje są bardziej „mieszane” – trencz z piłkarską szaliką, elegancka torebka z puchową kurtką, szpilki zestawione z grubymi skarpetami. To odświeżenie ikonicznego wizerunku: Burberry nie tylko obserwuje brytyjską kulturę, ale też pokazuje ją w jej współczesnej, potocznej odsłonie.
Ciągłość w zmianie: co łączy wszystkie epoki
Mimo widocznych różnic między kampaniami z czasów Testino, Tisciego czy Lee, istnieje kilka nici, które je łączą. W skrócie można je sprowadzić do trzech zasad:
- Produkt jest bohaterem, nie rekwizytem – niezależnie od stylu fotografii, płaszcz, torba czy szal zawsze pozostają centralnym elementem historii.
- Brytyjskość jako rama – czasem bardzo dosłowna, czasem symboliczna, ale zawsze obecna w tle.
- Ludzkie emocje ponad perfekcją – śmiech, ruch, gest poprawiania kołnierza, moment spojrzenia w bok – te drobne „niedoskonałości” nadają kampaniom życie.
Właśnie dlatego zdjęcia Burberry tak dobrze się starzeją. Nawet jeśli zmienia się logo, krój trencza czy logo w rogu billboardu, to język opowieści o człowieku w mieście lub na wietrznym wybrzeżu pozostaje rozpoznawalny.
Jak wykorzystywać lekcje Burberry w praktyce: wskazówki dla marek i twórców
Wyrazisty kod wizualny ważniejszy niż budżet
Wiele młodszych marek zakłada, że ikoniczne kampanie są możliwe tylko przy gigantycznych budżetach. Przykład Burberry podpowiada coś innego: konsekwencja wizualna potrafi być cenniejsza niż kosztowna produkcja.
Nawet pracując na mniejszą skalę, można:
- zdefiniować 2–3 dominujące kolory, które będą powracać na zdjęciach,
- wybrać jeden charakterystyczny typ kadrowania (np. plan amerykański w ruchu),
- trzymać się jednego „motywu przewodniego” – deszczu, wiatru, konkretnego typu architektury.
Po kilku sezonach takie decyzje prowadzą do tego, co udało się Burberry: zdjęcia zaczynają być rozpoznawalne bez logotypu.
Tworzenie „mikrohistorii” zamiast pojedynczych póz
Drugą lekcją jest rezygnacja z myślenia o kampanii jako o serii osobnych zdjęć. Bardziej efektywne jest budowanie mikrohistorii – nawet jeśli to tylko trzy kadry.
Praca z modelami: casting pod wizję, nie tylko pod rozmiar
Ikona kampanii modowej rodzi się nie tylko z dobrego światła, ale przede wszystkim z dobrze dobranych twarzy. W przypadku Burberry od lat widać kilka spójnych decyzji castingowych, które można przełożyć na własne projekty.
Zamiast szukać wyłącznie „idealnych” sylwetek, kreatorzy marki wybierają osoby, które niosą konkretny charakter. To mogą być:
- aktorki i aktorzy o wyrazistej mimice,
- muzycy czy artyści, którzy już sami w sobie są historią,
- zwykli londyńczycy – ludzie z ulicy, z ciekawą urodą lub postawą.
Na zdjęciach Burberry niemal zawsze widać, że modele znajdują się „w środku sceny”, a nie tylko prezentują ubranie. Potrafią spojrzeć w bok, odwrócić się, zaśmiać w nieidealny sposób. To casting pod narrację, a nie tylko pod tabelę wymiarów.
W praktyce pracy nad mniejszą kampanią często wystarcza kilka prostych kroków:
- zamiast jednego „bezpiecznego” modela wybrać dwie osoby o skrajnie innym typie urody,
- w trakcie sesji poprosić ich, by weszli w relację – rozmawiali, szli obok siebie, reagowali na wiatr czy deszcz,
- planować kadry tak, by było w nich miejsce na emocję: podniesioną brew, śmiech, półprofil.
Takie detale sprawiają, że zdjęcie przestaje być katalogowe. Zaczyna przypominać ujęcie z filmu, a marka zyskuje bardziej „ludzki” wymiar – dokładnie tak, jak od lat robi to Burberry.
Plan zdjęciowy jak scena: myślenie w sekwencjach
U podstaw najsilniejszych kampanii Burberry leży myślenie o planie zdjęciowym jak o scenie teatralnej. Nawet jeśli finalnie użyte zostaną pojedyncze fotografie, proces ich powstawania przypomina kręcenie krótkiego filmu.
Podstawą jest przygotowanie prostej osi wydarzeń. Zamiast układać listę „poz”, lepiej rozpisać:
- wejście bohatera w przestrzeń (np. wyjście z metra, wejście do klatki schodowej),
- moment kulminacyjny (podniesienie kołnierza w deszczu, spotkanie z drugą osobą, ruch płaszcza na wietrze),
- wyjście z kadru (odejście w głąb ulicy, odwrócenie się plecami, zamknięcie drzwi od taksówki).
Fotografując tę prostą mini-scenę, otrzymujemy serię naturalnie powiązanych ze sobą kadrów. Można je potem wykorzystać w różnych formatach:
- jako spójny cykl na Instagramie (karuzela, stories),
- jako layout kampanii OOH – billboard + citylight z innym momentem tej samej historii,
- w lookbooku, gdzie kolejne strony tworzą ciąg, a nie przypadkowy zbiór zdjęć.
Takie podejście było szczególnie widoczne w kampaniach świątecznych Burberry: bohaterowie nie tylko „stali przed choinką”, ale byli pokazani w ruchu – wychodzą z domu, łapią taksówkę, wpadają na przyjęcie. Dzięki temu pojedynczy kadr automatycznie kojarzy się z szerszym opowiadaniem.
Muzyka, tempo, montaż: jak zdjęcia „myślą” jak wideo
Znaczną część siły burberry’owskiego języka wizualnego buduje myślenie rytmem. Nawet nieruchome fotografie układają się w sekwencje, które w głowie odbiorcy zaczynają „grać”. Ma to konsekwencje dla sposobu selekcji materiału.
Przy wyborze zdjęć do kampanii zamiast szukać dziesięciu „najpiękniejszych kadrów”, lepiej potraktować je jak klatki z taśmy filmowej. Wtedy kluczowe stają się:
- różne tempo ujęć – raz spokojny portret, raz dynamiczny plan z większym ruchem,
- zmiana planów – naprzemiennie detale, półzbliżenia i szerokie kadry,
- kontrast emocji – poważne spojrzenie obok kadru z lekko ironicznym uśmiechem.
Tego typu montaż powoduje, że nawet krótka prezentacja slajdowa czy prosty filmik złożony ze zdjęć zaczyna wyglądać jak świadomie zbudowana opowieść. Właśnie tak od lat konstruowane są lookbooki i prezentacje sezonowe Burberry – można je przewijać jak storyboard.
Detal jako sygnatura marki
Choć w powszechnej świadomości kultowe zdjęcia Burberry to głównie sylwetki w trenczach, dużą część ich rozpoznawalności budują zdjęcia detali. Pasek trencza, guzik, fragment podszewki w charakterystyczną kratę – te elementy często stanowią osobne kadry kampanii.
Dla mniejszej marki to bardzo praktyczna lekcja. Zamiast pokazywać detale wyłącznie jako „techniczną dokumentację”, można potraktować je jak mikroportrety produktu. Dobrze działa m.in.:
- sfotografowanie z bliska dłoni poprawiającej mankiet czy kołnierz,
- uchwycenie fałdy materiału na wietrze tak, by kratka lub faktura tworzyły graficzny wzór,
- zestawienie detalu garderoby z elementem otoczenia (balustradą, poręczą w metrze, siedzeniem w taksówce).
To właśnie w takich ujęciach najmocniej widać „podpis” marki. Po latach odbiorca może nie pamiętać całej historii kampanii, ale rozpozna np. załamanie kratki na kołnierzu czy specyficzny odcień beżu. Burberry konsekwentnie inwestuje w tę pamięć wizualną.
Storyboard z telefonu: narzędzie dla małych zespołów
Ikoniczne kampanie zwykle kojarzą się z rozbudowanymi moodboardami i skomplikowaną preprodukcją. Tymczasem nawet jednoosobowy zespół jest w stanie zbudować „szkic burberry’owskiej narracji” przy użyciu telefonu.
Praktyczny sposób pracy wygląda często tak:
- Przejście się po okolicy (miasto, osiedle, park) i zrobienie kilku szybkich zdjęć potencjalnych lokalizacji – chodnika, schodów, bramy, przystanku.
- Zrobienie prostych zdjęć próbnych na znajomych: w płaszczu, z szalikiem, nawet w codziennych ubraniach, ale z założonym sposobem kadrowania (plan amerykański, ruch, detal).
- Ułożenie tych kadrów w kolejności tak, jakby były mini-historią: od „wyjścia z domu” po „powrót wieczorem”.
Taki telefoniczny storyboard pomaga później na właściwej sesji nie tracić czasu na wymyślanie wszystkiego od zera. Zespół wie już, które sceny wymagają ruchu, które lepiej pokazać w detalu, a które zagrają jako mocne otwarcie kampanii. To dokładnie ten typ pracy przygotowawczej, który – w większej skali – stoi za spójnością kampanii Burberry.
Komunikacja w kanałach cyfrowych: rozszerzona kampania zamiast kopii billboardu
Silny kod wizualny Burberry nie kończy się na klasycznych sesjach. To, jak wyglądają profile marki w social mediach, jest przedłużeniem tych samych decyzji estetycznych. Kluczowe jest tu rozumienie, że kampania cyfrowa nie jest prostą kopią billboardu.
Zamiast publikować te same zdjęcia w wersji skróconej, marka często tworzy równoległe warstwy opowieści:
- w feedzie – dopracowane fotografie, bliskie estetyce kampanii drukowanych,
- w Stories i Reels – backstage’y, krótkie klipy z planu, ujęcia „pomiędzy”,
- w zapisanych relacjach – mini-archiwa poszczególnych sezonów czy współprac.
Dla mniejszych brandów jest to gotowy wzorzec: kampania główna może żyć w sklepie online i w materiałach drukowanych, a social media przechwytują drugie życie tych samych bohaterów. Ten sam płaszcz można pokazać:
- w oficjalnym, dopracowanym kadrze,
- w krótkim wideo z zakulisowym śmiechem modelki i stylistki,
- na telefonie klientki, która wrzuciła zdjęcie z ulicy i została udostępniona przez markę.
W ten sposób buduje się wrażenie, że kampania nie jest zamkniętym projektem graficznym, ale żyjącą narracją, w której uczestniczą także odbiorcy.
Spójność a rozwój: jak nie zabetonować wizerunku
Silny, rozpoznawalny styl wizualny ma też swoje ryzyka. Jednym z nich jest zastygnięcie w formułce. Burberry kilkukrotnie musiało zmierzyć się z zarzutem, że „znowu to samo”: beżowy trencz, mglista ulica, londyński most w tle.
Sposób, w jaki marka rozwiązuje ten problem, można streścić w kilku ruchach:
- zmiana proporcji znanych elementów – czasem więcej miasta, czasem więcej twarzy, innym razem dominują detale,
- wprowadzanie nowych twarzy i subkultur – od klasycznych aktorów po muzyków grime, piłkarzy czy młodych projektantów,
- eksperyment z formatem – od monumentalnych zdjęć plenerowych po niemal studyjne kadry na jednolitym tle.
Wizualne DNA pozostaje to samo (płaszcz, ruch, brytyjskie tło), ale „aranżacja” tych składników zmienia się z sezonu na sezon. To podejście przydatne również dla mniejszych marek: zamiast co roku wymyślać się na nowo, lepiej ustalić własne stałe motywy i rotować ich rolami.
Inspiracja, nie kopia: jak czerpać z Burberry z zachowaniem własnej tożsamości
Fotograficzny język Burberry jest tak silny, że łatwo wpaść w pokusę jego bezpośredniego kopiowania: podobne pozy, niemal identyczna paleta barw, powtarzane kadry. To ślepa uliczka – odbiorca wyczuje brak autentyczności, a marka nie zbuduje niczego własnego.
Zamiast duplikować powierzchowne elementy, sensowniejsze jest oddzielenie zasad od estetyki. Można zadać sobie kilka bardzo konkretnych pytań:
- Co jest „trenczem” naszej marki – jednym produktem, który może stać się bohaterem większości zdjęć?
- Jaka „pogoda” najlepiej opisuje nasze rzeczy – ostre południowe słońce, wieczorne neony, zimne światło galerii sztuki?
- Jaki „Londyn w tle” istnieje w naszej historii – rodzinne miasto, lokalna dzielnica, specyficzny typ wnętrz?
Odpowiedzi tworzą szkic własnego kodu wizualnego. Można wtedy inspirować się burberry’owskim podejściem do ruchu, kadrów czy mikrohistorii, ale w zupełnie innym kontekście: zamiast mokrego chodnika – rozgrzany beton, zamiast mgły – neonowe światła, zamiast klasycznego beżu – charakterystyczny odcień zieleni lub błękitu.
To właśnie w tej przestrzeni między inspiracją a oryginalnością rodzą się kampanie, które nie tylko przypominają „jakością” zdjęcia Burberry, ale mają szansę stać się tak samo zapamiętywalne dla kolejnych pokoleń odbiorców.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak Burberry zbudowało swój nowoczesny wizerunek dzięki kampaniom reklamowym?
Burberry przeszło od wizerunku bardzo konserwatywnej, „sztywnej” marki do nowoczesnego symbolu brytyjskiego luksusu głównie dzięki spójnej strategii wizualnej kampanii. Kluczowe było konsekwentne pokazywanie trencza jako ikony, reinterpretacja kratki oraz praca z topowymi fotografami i gwiazdami popkultury.
Kampanie nie tylko promowały produkty, ale tworzyły opowieść o stylu życia: o Londynie, niezależności, romantyzmie i młodej, kreatywnej energii. Ten język obrazów utrwalił Burberry w świadomości odbiorców jako markę jednocześnie klasyczną i aktualną.
Dlaczego trencz Burberry jest tak ważny w kampaniach marki?
Trencz jest fundamentem tożsamości Burberry – od płaszcza wojskowego przeszedł drogę do ikony popkultury. W kampaniach prawie zawsze pełni rolę głównego bohatera kadru: jest centralną sylwetką, narzędziem budowania ruchu i dynamiki, a często także „łącznikiem” między postaciami na zdjęciu.
Dzięki temu odbiorcy zaczęli kojarzyć charakterystyczną linię trencza z Burberry nawet bez widocznego logo. To wzorcowy przykład, jak jeden produkt może stać się wizualnym symbolem całej marki.
Jak Burberry odświeżyło wizerunek swojej kratki (Burberry check)?
Po okresie „nadekspozycji” na przełomie lat 90. i 2000., gdy kratka zaczęła kojarzyć się z masowością i „chav culture”, Burberry świadomie ograniczyło jej użycie w kampaniach. Zamiast ubierać modele w kratkę od stóp do głów, uczyniono z niej luksusowy detal i dyskretny znak rozpoznawczy.
Kratka zaczęła pojawiać się jako podszycie trencza, szal rzucony niedbale na ramiona czy wnętrze torebki. W połączeniu z neutralnymi, eleganckimi tłami przywróciło to jej premium charakter i na nowo zakodowało w świadomości odbiorców jako symbol luksusu, a nie kiczu.
Jaką rolę odgrywa Londyn w kampaniach Burberry?
Londyn jest dla Burberry czymś więcej niż tłem – to emocjonalna scenografia większości kultowych zdjęć. Miasto pojawia się jako nastrój: mokra kostka brukowa po deszczu, stalowo-niebieskie niebo, mgła nad Tamizą czy zarys mostów i kamienic w głębi kadru.
Dzięki temu marka zyskuje mocne zakorzenienie geograficzne i odróżnia się od „bezpańskich” globalnych brandów. Nawet w cyfrowych, animowanych kampaniach Burberry pozostaje ślad londyńskiego klimatu, co buduje poczucie autentyczności.
Dlaczego kampanie z Kate Moss były przełomowe dla Burberry?
Kampanie z Kate Moss na przełomie lat 90. i 2000. uznaje się za symboliczny początek nowoczesnej ery Burberry. Minimalistyczne kadry, „nieidealna” poza, rozwiane włosy i zestawienie klasycznego trencza z rockową aurą Moss przełamały wizerunek marki jako sztywnej i oderwanej od rzeczywistości.
Zdjęcia z Moss komunikowały, że Burberry jest dla osób z własnym stylem, a nie tylko dla tradycyjnej elity. Jednocześnie obecność jednej z najważniejszych modelek dekady natychmiast przyciągnęła uwagę mediów i młodszych odbiorców.
Jak kampanie z Emmą Watson wpłynęły na postrzeganie marki Burberry?
Udane kampanie z Emmą Watson około 2009 roku pomogły Burberry dotrzeć do pokolenia wychowanego na „Harrym Potterze”. Zamiast eksploatować wizerunek Hermiony, marka pokazała Watson jako dojrzałą, pewną siebie młodą kobietę w trenczu, marynarce czy sukience.
Stylizacje łączyły akademicki sznyt z nonszalancją, a obecność młodej „ekipy” londyńczyków dodawała dynamiki. Dzięki temu Burberry stało się naturalnym wyborem dla nowej generacji, nie tracąc przy tym swojej brytyjskiej tożsamości.
W jaki sposób Burberry wykorzystuje różnorodność w swoich kampaniach?
Burberry stosunkowo wcześnie zaczęło wprowadzać do kampanii wątki różnorodności i inkluzywności. Obok klasycznych modelek pojawiły się twarze takie jak Cara Delevingne czy postacie z pogranicza mody, muzyki i sportu, a także coraz szersze spektrum typów urody i osobowości.
Dzięki temu marka pokazuje, że brytyjski styl nie jest zarezerwowany dla jednej grupy społecznej, ale może być wyrażany na różne sposoby – od elegancji po bardziej buntownicze, miejskie interpretacje.
Najważniejsze lekcje
- Nowoczesny wizerunek Burberry został zbudowany przede wszystkim dzięki odważnym, spójnym wizualnie kampaniom, które zmieniły percepcję marki z konserwatywnej na aspiracyjną i popkulturową.
- Trencz stał się centralnym symbolem marki – w kampaniach pełni rolę bohatera, narzędzia narracji i łącznika między postaciami, przez co jest kojarzony z konkretnym stylem życia, a nie tylko z produktem.
- Burberry skutecznie zredefiniowało swoją kratkę: z nadeksponowanego, „masowego” wzoru przekształciło ją w subtelny, luksusowy detal, który znów działa jak rozpoznawalny, ale kontrolowany znak marki.
- Londyn jest konsekwentnie wykorzystywany jako żywa scenografia kampanii – nie tyle dosłowny pejzaż, ile klimat i nastrój, co wzmacnia brytyjską tożsamość marki i odróżnia ją od globalnych, „bezpaństwowych” brandów.
- Dobór twarzy kampanii (m.in. Kate Moss, Emma Watson) pełni rolę manifestu – łączy klasyczną elegancję z młodzieńczym buntem i autentycznością, czyniąc Burberry atrakcyjnym dla nowych pokoleń odbiorców.
- Spójny język wizualny – od kompozycji kadrów, przez sposób pokazania produktów, po klimat zdjęć – stał się strategicznym narzędziem, które trwale „zakodowało” Burberry w wyobraźni konsumentów jako ikonę nowoczesnego luksusu.






